O TYM JAK WAŻNI SĄ KIBICE

Hejo!
Jest czwartek 12.11.2015r.

Do wczoraj nie zdawałam sobie sprawy, że ”coś” (czytaj bieganie), co sprawa mi w życiu mnóstwo frajdy, może być dla mnie tak nieprzyjemne.

11.11.2015r. godzina 15.00 się zaczęło! Walka Ola kontra… Ola! Nie do końca rozumiem, dlaczego tak źle mi się biegło. Od początku, od przekroczenia lini startu, chciałam już wracać. Nogi często mnie bolały, ale to nic w porównaniu z ”boli mnie wszystko”, które doświadczyłam wczoraj. Nie jestem typem człowieka, który mówi o takich sprawach na głos. Jak marudzę dużo tzn. że wcale aż tak źle nie jest.O! Tak, na przykład: noc przed półmaratonem prawie nie pospałam, bo lewa noga z bólu wyginała mi się we wszystkie możliwe strony! Przyznałam się… po ukończonym dystansie.
”Po co robić zbędny hałas, jak wiem, że dam radę?” Kurdę! Tyle was uczę, o szanowaniu własnego zdrowia, a sama mam te słowa za daleko…!

Dzisiaj jednak nie o tym, że jestem nieodpowiedzialna. Dzisiaj o KIBICACH!

KIBICOWAĆ (jak podaje Słownik języka polskiego)

1. przyglądać się rozgrywkom sportowym i dopingować tych uczestników, z którymi się sympatyzuje
2. przyglądać się pewnym wydarzeniom lub wspierać czyjeś działania
Nie wiem do końca, czy ludzie stojący na trasie biegu są tam przypadkowo, czy spiekalnie. Mogę się tylko domyślać, że połowa z nich to rodzina lub przyjaciele uczestników.
Kim jest reszta? To wkurzeni na utrudnienia drogowe, zwykli obywatele, którzy wychodzą z założenia, że biega się po lesie. I słusznie! Sama nie do końca rozumiem, po co ustalać tor wyścigu przez środek miasta.
Tak, tak aby propagować sport i bla bla bla… E tam. To wkurza i tyle. Fajnie jest, gdy uczestniczysz w wydarzeniu, ale tak z boku, kiedy Ci się gdzieś śpieszy, to już wcale nie takie fajne.

Znowu nie o tym.


KIBIC!

Nie doceniałam roli kibica.
Kibic również ze mnie żaden.

Oj, przepraszam! Na meczu siatkówki Polska- Włochy szalałam, jakby mnie szatan opętał! O! Albo, gdy moja klasa grała w szkolne rozgrywki w kosza! Cóż to były za emocje. Jednak… kompletnie nie czuje sportów drużynowych (ubolewam bardzo, bo wcale mi z tym łatwo na AWFie nie jest!)…. Na biegach ulicznych byłam tylko kilka razy jako osoba towarzysząca i wcale nie pałałam optymizmem, aby kibicować, bo zazdrość mnie zżerała (kontuzja, która uniemożliwiła udział).
Ale…

OBIECUJĘ! Już zawsze kibicować z całego serducha!

Powrócę teraz do  historii mojego wczorajszego zmagania. Wspomniałam już, że bitwa toczyła się od początku stawki. Jestem długodystansowcem i to takim konkretnym (pływanie, bieganie czy rower, musi być dużo/długo inaczej mi smutno). Wytrzymuję bardzo wiele kilometrów, jest jedno ”ale” zaczynam ”łapać oddech” po 4-6km. Do tego czasu  w głowie mam ”zaraz będzie już po <<wszyskim>> i dalej samo się dalej pobiegnie”.

Kryzys dopadł mnie zupełnie niespodziewanie. Kompletny dołek przyczepił się (o co za ironia wczorajszego dnia! Wszysko było jakoś nie tak) na 5 km! I nagle!

KTOŚ ZUPEŁNIE MI NIEZNAJOMY KRZYCZY: DAJESZ OLKA JUŻ NIEDALEKO! JESTEŚ NAJLEPSZA! 

 
To tylko kilka słów, a mocy w sercu mnóstwo.
 
Tak, teraz większość pomyśli, ale ściema, skąd on zna twoje imię…. Otóż moi kochani, teraz to już takie magiczne numery startowe robią, że nawet nasze imię się na nich znajduje!

Ciało nadal obolałe, chęci też marne, ale w głowie myśl, że ”komuś się chciało, ktoś miał ochotę,  ktoś się wydarł, choć nie musiał, po prostu chciał, teraz to przecież muszę dać radę”. Było mi naprawdę łatwiej, tak w głowie łatwiej!


BO CAŁA MAGIA ŻYCIA TKWI W NAS- LUDZIACH!

Nigdy w to nie wątpiłam! Zawsze też na biegu wspieram, pytam czy wszytko w porządku. Dopinguję, ale nie zdarza mi się przyjść na bieg i krzyczeć do nieznajomych. Wtedy wypatruję tą jedną konkretną osobę i dopiero wtedy krzyczę ile sił w płucach. Zmieniam to już, teraz!

ZACHĘCAM RÓWNIEŻ WAS!

KIBICUJMY! To tak niewiele, a niejednokrotnie pozwala innym pokonać słabości i spełnić marzenia!!!

 

Dodaj komentarz