MOJA HISTORIA ODŻYWIANIA

Moja mała historia odżywiania!
Zaczynimy może.

GIMNAZJUM:

Do 16 roku życia KOMPLETNIE nie przejmowałam się tym co jem. Nie jestem fanką fast foodów, za to czekolady największą!
Jadłam zwyczajnie.

Śniadanie-
kanapki od mamy z herbatka od babci!
W szkole – kanapki. Raczej biały chleb, czasami że słoneczników. Ser, szynka. W sklepiku szkolnym czasami jakieś żelki, może chipsy, ale raczej nieczęsto.
Po szkole- domowy obiad, coś słodkiego.
Później kompletnie nie pamiętam.

Nie zawracałam sobie tym głowy i myślę, że to było zdrowe!


ROLA MAMY 😀 -> gdy zauważała, że troszeczkę prztyłam to… szafka ze słodyczami nagle stawała się pusta! Pewnie dzięki niej nigdy nie byłam otyła!

Najważniejszy był dla mnie czas spędzony z rówieśnikami. Dyskoteki, spacery, rozmowy. szaleństwo! Każdy powinien błogo przejść przez ten okres. Żadnego buntu. Ominęło mnie to. Życie chwilą, tak jak na nastolatkę przystało!

LICEUM

Początek mojego zainteresowania zdrowym ożywieniem.

Pomijam historię mojej aktywności fizycznej. Zajmijmy się tylko jedzeniem.
Myślę, że gdyście zapytali moich znajomych z liceum, ile jadłam, bez zawahania odpowiedzieliby- dużo! To prawda!
Dlaczego?
Mama zakorzeniła we mnie pewną zasadę, a mianowicie:  mało a często. Jadłam praktycznie na każdej przerwie.

1 KLASA:
W 1 liceum ważyłam 61kg mam 171cm.
I uwaga!
Cały rok szkolny, codziennie dostawała od chłopaka tabliczkę czekolady i….zjadłam ją całą SAMA…!

Czasami mój Paweł wspomina, że tęskni za ta Olka, która tę  tabliczkę jadła jak batonika!:D
Pamiątka  😀

2 KLASA:
Zaczęła już interesować się zdrowym odżywianiem, ale raczej preferowałm gimnazjalny styl życia. Z  mniejszą ilością czekolady 😀


 
3 KLASA:
Się zaczęło!
ŚNIADANIA: sama robiłam, mama już przestała się tym zajmować
DO SZKOŁY: zawsze zdrową kanapka, sałatka owocowa, mnóstwo orzechów  oraz coś tam typu jogurt 😀
OBIAD I KOLACJA: zwyczajnie to co było w domu

Zaczynam  powoli, bez pośpiechu odstawić cukier.
Coraz więcej wiem na temat odżywiania.

STUDIA:

PAŹDZIERNIK- GRUDZIEŃ

  • 5-6 posiłków
    • śniadania: owsianki, omlety, naleśniki koktajle itd
    • na uczelni: obiad  (ryż i kurczak, tortille, sałatki, makarony itd) i jakiś owoc
    • po uczelni jakaś kolacja (jak obiad)
    • po siłowni: jakieś coś małego

Jadłam zdecydowanie za mało! Nieświadomie, bo jadłam jak w liceum, zapominając, że wysiłku fizycznego mam dużo więcej!

Moja świadomość przyszła z nowym rokiem:
– śniadanie duże, obiad wielki
– odstawiam pieczywo i ogranicza nabiał do ok 4 dni w tygodniu



KWIECIEŃ- CZERWIEC:

Teraz już mam dużo wiedzy

  •  5-6 posiłków,
  •  Sprawdzam co mi służy- odkładałam różne grupy spożywcze.
    1 Nabiału przez cały kwiecień nie tknelam, ale różnicy nie poczułam.W 100% wracam do niego w sierpniu.
  • Ograniczyła owoce do 2 x w ciągu dnia

Śniadanie i kolacja (21:00 – po treningu) największe.

Bawię się z waga- uczę oceniać wartość produktów na oko.

Nie jadam domowych obiadków.
Trochę przesadzam– takie zafascynowanie fitnessowym stylem życia trwa (na szczęście) tylko do lipca- czyli 3 miesiące.


LIPIEC

To był miesiąc *.* totalne ”rozformowanie”! Totalny odpust jedzeniowy.

PRZEŁOM.
Znalazłam swoją równowagę między posiłkami zdrowymi-  tymi typowymi dla “kokswo” oraz tymi domowymi obiadkami u mamusi.

Ten miesiąc oczyścił mnie w 100% Dał nowe i świeże podejście do temeatu!

SIERPIEŃ- TERAZ

JEM INTUICYJNIE
Te 3 miesiące (kwiecień- czerwiec), w których przyczepiłam się do wagi kuchennej, pozwoliły mi na szybciutkie ocenienie, co ile może mieć BWT czy kalorii (które akurat w ogóle mnie teraz nie interesują)!

1. Myślę, że jem 4-7 posiłków. Zależy jak mi to wyjdzie

2. Mam wieki problem z podjadaniem po posiłku. Jak zjem, to mniej więcej dojadam drugą taką porcję.

3. Uwolniła się od wiecznego myślenia o jedzeniu. (To chyba domena życia z wagą w ręku :D)

4. Nigdy nie uznawała cheat meali czy dayów. Nadal nie uznaje.Jak mam ochotę na cukierka, to kupuje cukierka. Magią tkwi w braku ograniczeń. Czasami kupie coś,dla  uspokojenia swoją psychiki i nagle ochotą mija!

5. Jadam u znajomych czy w domu normalnie, czasami wymyślam :D, ale tak z rozsądkiem.

6. Kocham jeść i uwielbiam  piekarnik :D.

7. Z niczego w e rezygnuję.

8. OBSERWUJĘ SIEBIE: jak widzę, że coś zaczyna mi szkodzić to staram się to ograniczać, ale w ogóle nie dopuszczam do siebie myśli o odrzuceniu jakiegoś pokarmu/

Żyje mi się tak wspaniałe!

Nie mam na razie ambicji bycia bikini fitness (chociaż często mi to przez myśl przechodzi). Mam za to marzenie. Maraton. Sami rozumienie, że potrzebuje jeść 😀

Reasumując:

1. Jadam od 4-6/7 posiłków
2. Jem różnorodnie, jak z czymś przesadzam, to staram się to ograniczać.
3. Niczego sobie nie odmawiam. Wszystko w granicach rozsądku.
4. Staram się by bilans tygodniowy wynosił ok 80% zdrowego, mojego jedzenia ok 20% czegoś tam.
5. Nie liczę kalorii, absolutnie!
6. Intuicyjnie dbam o to by w każdym posiłku były BWT w odpowiednich ilościach.
6. Cieszę się oraz delektuje jedzeniem! BEZ WYRZUTÓW SUMIENIA!

4 Comment

  1. świetne podejście- testujesz na sobie, ale się nie katujesz.. perfecto! 🙂
    Ja do tej pory nie wiem, co tak na prawdę mi bardzo służy, a co nie- chodzi o to, że mam tendencje do tworzenia się oponki.. 😀 Nogi, ręcę- okey, ale brzuch? Zawsze jakieś ale..
    To odstawiłam mąkę, to nabiał, to mięso- nic, a nic.. 😀 I tak testuję nadal.. zobaczymy 😉

  2. Ale się zminiłaś z podejściem do jedzenia ^^ aż miło takie wspomnienia poczytać :3

    Zapraszam do siebie 😉 revolution-for-body.blogspot.com

  3. Anonimowy says: Odpowiedz

    CZekolady też jesz?;)

  4. Jasne! Raczej kostami a nie tabliczkami, ale jem (raczej codziennie, chociaż chcę zmniejszyć tę ilość :D)

Dodaj komentarz